Nie dlatego że fajny wygląd. Nie dlatego że buntowanie się dla samego buntowania. Punk to dla mnie przede wszystkim estetyka odmowy — odmowy robienia rzeczy tak jak się robi bo tak się robi. Odmowy szacunku do instytucji tylko dlatego że są duże i stare. Odmowy udawania że system działa kiedy system ewidentnie nie działa.
Słucham punkowej muzyki od lat. Nie każdego dnia, nie wszystkiego — ale jest w tym coś co odbudowuje. Trzy akordy, dwa minuty, wkurwienie zamienione w energię. To jest uczciwe. Więcej nie trzeba.
Nie jestem anarchistą politycznym. Na Tahiti anarchia jest złym pomysłem — i wszędzie indziej też, jeśli rozumieć ją jako brak jakiejkolwiek struktury. Ludzie w grupach potrzebują zasad. To biologiczne, nie ideologiczne.
Ale anarchia w głowie — to jest coś innego. To jest decyzja że nie przyjmuję autorytetu jako danego z góry. Że musisz mi udowodnić dlaczego mam słuchać, nie tylko powiedzieć że mam słuchać. Że instytucja nie jest święta przez sam fakt istnienia. Że prawo nie równa się sprawiedliwości.
To nie jest nihilizm. To jest wyższy poziom odpowiedzialności — bo jeśli nie ma autorytetu zewnętrznego który mówi ci co robić, musisz sam zdecydować co jest słuszne. I być za to odpowiedzialny. To jest trudniejsze niż posłuszeństwo. Dlatego większość ludzi woli posłuszeństwo.
Państwo to monopol na przemoc. Tak je definiował Weber i ta definicja jest uczciwa — wszystko inne co państwo robi wynika z tego monopolu. Podatki płacisz bo jak nie zapłacisz to przyjdą uzbrojeni ludzie. Prawa przestrzegasz bo jak nie to przyjdą uzbrojeni ludzie. Cała reszta to opakowanie.
Problem nie jest w tym że państwo istnieje — problem jest w tym że udaje coś innego niż jest. Udaje demokratycznego sługę obywateli podczas gdy jest organizacją która chroni przede wszystkim interesy tych którzy mają wystarczająco dużo żeby w nią zainwestować.
Małe społeczności działają inaczej. Kiedy znasz wszystkich osobiście, kiedy twoja reputacja jest twoim kapitałem, kiedy krzywda bliźniego to krzywda kogoś kogo znasz z imienia — ludzie sobie pomagają naturalnie. W dużych strukturach ta naturalna etyka się rozmywa. Odpowiedzialność się dyfunduje. Nikt nie jest winny bo wszyscy są trochę winni.
Im większa struktura, tym bardziej abstrakcyjna jest jej przemoc i tym trudniej ją zobaczyć. Podatek który finansuje wojnę po drugiej stronie świata jest abstrakcyjny. Facet który bije kogoś za długi jest konkretny. Ale efekt może być ten sam.
Nie lubię kapitalizmu. Ale jestem uczciwy — nie mamy niczego lepszego co działałoby w skali. Komunizm się posypał. Socjalizm bez wolnego rynku degeneruje się w biurokrację i scarcity. Feudalizm i teokracja są gorsze. Kapitalizm przynajmniej generuje dobrobyt, nawet jeśli rozprowadza go skandalicznie nierówno.
Ale kapitalizm bez hamulców to socjalizm dla bogatych i wolny rynek dla biednych. Banki which are too big to fail dostają bailout. Małe firmy bankrutują. Monopole rosną bo mogą wydać więcej na lobbing niż regulatorzy na walkę z nimi. To nie jest zepsucie kapitalizmu — to jest jego logiczny wynik bez korekcji.
Owca świadoma nie potrzebuje pasterza. O to chodzi. Nie o zniszczenie systemu — o wyedukowanie uczestników do tego stopnia że system nie może ich bez oporu eksploatować. Kapitalizm z pełną informacją i pełną świadomością konsumentów i pracowników wyglądałby zupełnie inaczej. Problem jest w tym że system ma interes w tym żeby uczestnicy nie byli świadomi.
To brzmi źle ale jest wyzwalające.
Przez długi czas starałem się być spójny. Mieć poglądy które się zgadzają, zachowania które pasują do wartości, wizerunek który trzyma się kupy. To jest wyczerpujące i w zasadzie niemożliwe bo jesteśmy sprzeczni z natury.
Korzystam z Google Fonts. Wiem że Google jest złe. Używam Androida bo nie chce mi się płacić za iPhone. Jem mięso. Znam jego koszt środowiskowy. Czasem jestem nieuprzejmy dla ludzi których lubię. Nie zawsze recykluję. Mówię że cenię prywatność i mam konto na GitHubie który jest własnością Microsoftu.
Jestem śmieciem. To jest punkt startowy, nie punkt końcowy.
Odkąd przestałem udawać że jestem spójny, mam więcej energii na rzeczy które naprawdę chcę zmienić. Nie tracę jej na obronę wizerunku. Mogę powiedzieć "tak, to jest hipokryzja i żyję z tym" zamiast budować skomplikowane uzasadnienia dlaczego jednak nie jest.
Anarchia w głowie zaczyna się od przyznania że nie jesteś tym czym chciałeś być. I że to jest okej. I że możesz działać mimo to — albo właśnie dlatego.
Rób rzeczy sam kiedy możesz. Naprawiaj zamiast kupować. Publikuj bezpośrednio zamiast przez platformy które cię posiadają. Płać za rzeczy które szanujesz. Nie płać za rzeczy które cię kontrolują kiedy możesz tego uniknąć. Mów co myślisz — nie agresywnie, ale uczciwie. Nie szanuj instytucji tylko dlatego że są duże. Pytaj kto na tym korzysta.
Ta strona jest na Neocities bo Neocities to dobre miejsce. Jest napisana w czystym HTML i JS bo nie potrzebuje Reacta. Jest brzydka w określony sposób bo tak chcę. Nikt mi nie powiedział jak ma wyglądać i nikt nie może jej zdjąć jeśli nie podoba mu się co piszę.
To jest mały punk. Nie zmienia świata. Ale jest mój i to jest wystarczający powód.
"Nie wiem czy chcę obalić system czy tylko mieć chwilę spokoju od niego. Może to jest to samo."